- Wpisów: 15
- Średnio co: 49 dni
- Ostatni wpis: wczoraj, 21:43
- Licznik odwiedzin: 2 566 / 789 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
Gdy kończyła się zima moja codzienność swoim rytmem przypominała tą zachowaną w powieściach Jane Austen. Nieśpieszne godziny odmierzane tykaniem zegara, kwadranse stające się powoli popołudniami, wieczory przeznaczone na czytanie w ciepłym świetle lampki, filmy popijane herbatą z konfiturą różaną, snucie mocno marzycielskich planów na przyszłość i spotkania ze znajomymi. A nad tym wszystkim takie ogólne poczucie bycia bezużyteczną. Lekko irytujące, choć wiedziałam, że te dni się skończą. I mogłam z dużą precyzją oszacować, kiedy się skończą. Wyglądałam nadejścia tych czasów. A teraz, gdy padam na łóżko w nocy wspominam tamte dni. Zmęczona, z tym uczuciem wypalenia przez nerwy wyrzucam sobie, że niepotrzebnie wtedy stresowałam się myślą, że marnuje swój czas. Wtedy naglące myśli o tym, co powinnam zrobić, jak wykorzystać moje możliwości teraz zwykłe marzenie o odrobinie spokoju. Kubku herbaty i XIX wiecznej powieści czytanej z głębokim poczuciem, że wszystko będzie dobrze, a ja do końca dnia nic nie muszę robić.
Nie dogodzisz.
Nastrój ten znajduje ujście w pociągu do tej atmosfery życia opisanego w powieściach Jane Austin, tej łagodnej rzeczywistości południowej Anglii, gdzie stroje były pastelowe a dni długie. Gdy czuję się nieco przesłodzona, przegryzam ją powieściami sióstr Bronte, kawałkami biografii kobiet z epoki i doprawiam ironią Thackeraya. Gdy sił coraz mniej na czytanie, ratuje mnie BBC i ich nieodmiennie wspaniałe ekranizacje, realizowane z ogromną miłością i fantastycznych plenerach.
Gdy będę miała trochę wolnych pieniędzy, kupię sobie coś ładnego. I staromodnego. A gdy będę mieć czas podłoże się na trawie z filiżanką herbaty i będę czytać coś z apetycznie starymi stronami. Ciesząc się tym spokojem.
Obiecuję.
Nie dogodzisz.
Nastrój ten znajduje ujście w pociągu do tej atmosfery życia opisanego w powieściach Jane Austin, tej łagodnej rzeczywistości południowej Anglii, gdzie stroje były pastelowe a dni długie. Gdy czuję się nieco przesłodzona, przegryzam ją powieściami sióstr Bronte, kawałkami biografii kobiet z epoki i doprawiam ironią Thackeraya. Gdy sił coraz mniej na czytanie, ratuje mnie BBC i ich nieodmiennie wspaniałe ekranizacje, realizowane z ogromną miłością i fantastycznych plenerach.
Gdy będę miała trochę wolnych pieniędzy, kupię sobie coś ładnego. I staromodnego. A gdy będę mieć czas podłoże się na trawie z filiżanką herbaty i będę czytać coś z apetycznie starymi stronami. Ciesząc się tym spokojem.
Obiecuję.
-
czerwonykur: komentarz będzie klimatem zupełnie psujący twój wpis, ale nie mogę się powstrzymać.. ktoś mi to kiedyś rzucił ;P każdemu jego porno :* a wiadomo, że trawa po drugiej stronie płotu... i zazdrościmy tego czego nie mamy.. i bardzo dużo innych banałów
-
czerwonykur: a tak serio to bardzo ciekawe jak ludzie różnie rozumieją i odbierają pojęcie spokoju. Ja je widzę zupełnie inaczej niż ty ;) dla mnie spokój to możliwość zatopienia się, zatracenia w świecie w którym dzieje się bardzo dużo, byleby nie u mnie :) klimat im bardziej jaskrawy, zgrzytliwy, kakofoniczny, tym bardziej umiem się cieszyć, że.. to nie u mnie zgrzyta i piszczy i się wali i się dzieje. Odnosi się to do fikcji, bo rzeczywistość przyjaciół czy znajomych działa na mnie nieco inaczej. Jeśli zaś chodzi o kawę w eleganckiej porcelanie, wysłużoną książkę obyczajową, czytaną na werandzie w polu lawendy, lub przy ciepłym świetle lampki we wnętrzu przytulnej biblioteczki.. to obraz ten jest dla mnie zbyt książkowy. Jeżeli miałabym się w tym widzieć, w takim rodzaju spokoju.. to za lat, bo ja wiem, 10?
-
Ingebjorga: Ja się widzę w tym spokoju z książka i na werandzie, ale jakieś 2 razy w miesiącu bo inaczej robi się nudno. Tylko ostatnio mam taki zapieprz, że wydaje mi się, że mogłabym tak cały czas...
Słowo się rzekło w komentarzu u czerwonykur.pinger.pl/, utrwalam przepis dla potomności.
Skrzydełka słodko-ostre
Danie idealne na końcówkę popołudnia z grillowaniem ponieważ wymaga umiarkowanego ognia. Zbyt mocny zepsuje cały efekt przypalając marynatę i pozostawiając mięso niedopieczonym.
Ze względu na tę słodkość lubię o tym daniu myśleć jak o deserze. Słodko-ostrym deserze.
Składniki:
• skrzydełka kurczaka (ja miałam ich 6)
• miód – 2 łyżki
• miod gryczany- łyżka
• olej - 7 łyżek
• brązowy cukier- 4 łyżki
• Chilli- 4 łyżeczki.
1. Skrzydełka umyć i włożyć do miski by cierpliwe poczekały na marynatę.
2. W gorącej kąpieli (czyli garnek na gazie, a na garnku miseczka ze składnikami) topimy pokruszony cukier oraz miody tak by oba składniki uzyskały bardziej płynną konsystencję. Miód gryczany dodaję by całość nie była zbyt słodka.
3. Ponieważ upłynnianie cukru wymaga intensywnego mieszania, stopniowo wprowadzamy w mieszaninę olej.
4. Wciąż intensywnie mieszamy aż do powstania jednolitej marynaty.
5. Pod koniec warto wyłączyć ogień pod garnkiem i hojną ręką dosypać chilli. Marynata ma być słodko-pikantna i nabrać ładnego brązowego koloru.
6. Lwią częścią marynaty zalewamy skrzydełka, starannie mieszamy, mieszamy, mieszamy, mieszamy i zostawiamy min. na dwie godziny. Resztę przelewamy do małej miseczki i szykujemy pędzel. Będzie czekać aż rozpalimy grilla.
7. Przy wkładaniu skrzydełek na grilla należy pamiętać, że wymagają umiarkowanego ognia i cierpliwości.
8. Cała zabawa polega na bejcowaniu skrzydełek. Przy każdym odwróceniu ich na ruszcie należy sięgnąć po miseczki po pędzel i pokryć skrzydełka bejcą. Dzięki temu robi się na skrzydełkach pyszna słodko-ostra skorupka, która przy jedzeniu oblepia palce i usprawiedliwia ich oblizywanie.
9. Wszystko co można jeść palcami smakuje lepiej.
Zimą ten przepis będzie można wykorzystać, umieścić skrzydełka na blaszce w piekarniku, albo nadziać na rożen i przypomnieć sobie smak lata.
Przepraszam za jakość zdjęć, robiłam je tosterem.
Bejca:
Malowanie skrzydełek:
Miałam zrobić też zdjęcie na talerzu, ale nim się zorientowałam to zjadłam skrzydełka. Musicie mi wierzyć na słowo, że było pyszne. A przepis znajdzie stałe miejsce w moim segregatorze z przepisami, który właśnie tworzę.
Skrzydełka słodko-ostre
Danie idealne na końcówkę popołudnia z grillowaniem ponieważ wymaga umiarkowanego ognia. Zbyt mocny zepsuje cały efekt przypalając marynatę i pozostawiając mięso niedopieczonym.
Ze względu na tę słodkość lubię o tym daniu myśleć jak o deserze. Słodko-ostrym deserze.
Składniki:
• skrzydełka kurczaka (ja miałam ich 6)
• miód – 2 łyżki
• miod gryczany- łyżka
• olej - 7 łyżek
• brązowy cukier- 4 łyżki
• Chilli- 4 łyżeczki.
1. Skrzydełka umyć i włożyć do miski by cierpliwe poczekały na marynatę.
2. W gorącej kąpieli (czyli garnek na gazie, a na garnku miseczka ze składnikami) topimy pokruszony cukier oraz miody tak by oba składniki uzyskały bardziej płynną konsystencję. Miód gryczany dodaję by całość nie była zbyt słodka.
3. Ponieważ upłynnianie cukru wymaga intensywnego mieszania, stopniowo wprowadzamy w mieszaninę olej.
4. Wciąż intensywnie mieszamy aż do powstania jednolitej marynaty.
5. Pod koniec warto wyłączyć ogień pod garnkiem i hojną ręką dosypać chilli. Marynata ma być słodko-pikantna i nabrać ładnego brązowego koloru.
6. Lwią częścią marynaty zalewamy skrzydełka, starannie mieszamy, mieszamy, mieszamy, mieszamy i zostawiamy min. na dwie godziny. Resztę przelewamy do małej miseczki i szykujemy pędzel. Będzie czekać aż rozpalimy grilla.
7. Przy wkładaniu skrzydełek na grilla należy pamiętać, że wymagają umiarkowanego ognia i cierpliwości.
8. Cała zabawa polega na bejcowaniu skrzydełek. Przy każdym odwróceniu ich na ruszcie należy sięgnąć po miseczki po pędzel i pokryć skrzydełka bejcą. Dzięki temu robi się na skrzydełkach pyszna słodko-ostra skorupka, która przy jedzeniu oblepia palce i usprawiedliwia ich oblizywanie.
9. Wszystko co można jeść palcami smakuje lepiej.
Zimą ten przepis będzie można wykorzystać, umieścić skrzydełka na blaszce w piekarniku, albo nadziać na rożen i przypomnieć sobie smak lata.
Przepraszam za jakość zdjęć, robiłam je tosterem.
Bejca:
Malowanie skrzydełek:
Miałam zrobić też zdjęcie na talerzu, ale nim się zorientowałam to zjadłam skrzydełka. Musicie mi wierzyć na słowo, że było pyszne. A przepis znajdzie stałe miejsce w moim segregatorze z przepisami, który właśnie tworzę.
-
czerwonykur: no nie no.. ja gorsza być nie mogę, więc będzie u mnie zdjęcie zupy zrobione wykałaczką :P
Tomorrow
Jak przystało na wzorowego prokrastynatora, wczoraj podjęłam decyzję o prowadzeniu mini bloga, a zacznę to robić… jutro. Tak, jutro będzie dobry dzień. Wstanę rano i wezmę się do pracy.
Zamiast początku:
Pewien pan żył sobie w epoce renesansu i zwał się Cristóbal de Morales. Istoty jest ponieważ zajmował się komponowaniem motetów, mszy i magnificant. Magnificiat to piesń pochwalna śpiewana w czasie nieszporów. Natomiast motet powstał w XIII (nazwa wywodzi się od francuskiego le mot- słowo) i jest to pieśń z głosem głównym z akompaniamentem innych głosów.
Najbardziej lubię de Morales w wersji będącej efektem współpracy Garbarka (norweski saksofonista) oraz Hiliard Ensemble- kwartetu wokalnego specjalizującego się w muzyce średniowiecza, renesansu oraz baroku.
Utwór pochodzi z płyty Officium, jednej z moich ulubionych płyt. Dla lepszego brzmienia została nagrana w klasztorze, gdzie nagrali potem jeszcze dwie płyty. Dla mnie to połączenie muzyki średniowiecznej z saksowonem w roli jednego z głosów jest po prostu doskonałe.
Tekst (przetłumaczony z łaciny):
Zostaw mnie [Panie] - dni me jak tchnienie.
A kim jest człowiek, abyś go cenił
i zwracał ku niemu swe serce?
Czemu go badać co ranka? Na co doświadczać co chwilę?
Czy wzrok swój kiedyś odwrócisz? Pozwól mi choćby ślinę przełknąć.
Zgrzeszyłem. Cóż mogłem Ci zrobić? [Przecież] człowieka przenikasz.
Dlaczego na cel mnie wziąłeś? Mam być ciężarem Najwyższemu?
Czemu to grzechu nie zgładzisz? Nie zmażesz mej nieprawości?
Wkrótce położę się w ziemi, nie będzie mnie, choćbyś mnie szukał.
Jak przystało na wzorowego prokrastynatora, wczoraj podjęłam decyzję o prowadzeniu mini bloga, a zacznę to robić… jutro. Tak, jutro będzie dobry dzień. Wstanę rano i wezmę się do pracy.
Zamiast początku:
Pewien pan żył sobie w epoce renesansu i zwał się Cristóbal de Morales. Istoty jest ponieważ zajmował się komponowaniem motetów, mszy i magnificant. Magnificiat to piesń pochwalna śpiewana w czasie nieszporów. Natomiast motet powstał w XIII (nazwa wywodzi się od francuskiego le mot- słowo) i jest to pieśń z głosem głównym z akompaniamentem innych głosów.
Najbardziej lubię de Morales w wersji będącej efektem współpracy Garbarka (norweski saksofonista) oraz Hiliard Ensemble- kwartetu wokalnego specjalizującego się w muzyce średniowiecza, renesansu oraz baroku.
Utwór pochodzi z płyty Officium, jednej z moich ulubionych płyt. Dla lepszego brzmienia została nagrana w klasztorze, gdzie nagrali potem jeszcze dwie płyty. Dla mnie to połączenie muzyki średniowiecznej z saksowonem w roli jednego z głosów jest po prostu doskonałe.
Tekst (przetłumaczony z łaciny):
Zostaw mnie [Panie] - dni me jak tchnienie.
A kim jest człowiek, abyś go cenił
i zwracał ku niemu swe serce?
Czemu go badać co ranka? Na co doświadczać co chwilę?
Czy wzrok swój kiedyś odwrócisz? Pozwól mi choćby ślinę przełknąć.
Zgrzeszyłem. Cóż mogłem Ci zrobić? [Przecież] człowieka przenikasz.
Dlaczego na cel mnie wziąłeś? Mam być ciężarem Najwyższemu?
Czemu to grzechu nie zgładzisz? Nie zmażesz mej nieprawości?
Wkrótce położę się w ziemi, nie będzie mnie, choćbyś mnie szukał.
-
czerwonykur: nic dodać nic ująć ;)
allegro.pl/show_item.php?item=2303807231
Na sprzedaż: bolerko, narzutka w stylu wiktoriańskim, gothic lolita, retro, ale pasujące również do osób lubiących styl steampunk, vintage lub po prostu jako oryginalny dodatek do stroju.
Bolerko uszyte jest z czarnego aksamitnego materiału na podszewce i ozdobione falbankami z białego materiału oraz koronkami. Ma 3 ozdobne guziki, które można odpiąć by ułatwić zakładanie oraz kołnierz na stójce.
Bardzo dobrze odszyte z porządnych materiałów.
Świetny dodatek na sesje fotograficzne!
Posiada metkę firmy Pyon Pyon związanej z firmą Punk Rave.
Bolerko było kilkakrotnie założone, najczęściej do zdjęć, ale nie nosi śladów używania.
Sprzedaję je ponieważ nie czuję się już dobrze w ubraniach tego typu.
Opis:
Rozmiar: uniwersalny
Szerokość w najszerszym punkcie: 60 cm
Szerokość ramion: 40-42 cm (trudno prezencyjnie wyznaczyć ramiona)
Długość (mierzona na plecach i bez białych ozdób): 29 cm
Długość wstawki z guzikami: 15, 5 cm
Długość paska białych falbanek: 4 cm
Długość kołnierza (bez białych falbanek): 4 cm
Stan: bardzo dobry
Cena wywoławcza: 100 zł
Real Photo!
Na sprzedaż: bolerko, narzutka w stylu wiktoriańskim, gothic lolita, retro, ale pasujące również do osób lubiących styl steampunk, vintage lub po prostu jako oryginalny dodatek do stroju.
Bolerko uszyte jest z czarnego aksamitnego materiału na podszewce i ozdobione falbankami z białego materiału oraz koronkami. Ma 3 ozdobne guziki, które można odpiąć by ułatwić zakładanie oraz kołnierz na stójce.
Bardzo dobrze odszyte z porządnych materiałów.
Świetny dodatek na sesje fotograficzne!
Posiada metkę firmy Pyon Pyon związanej z firmą Punk Rave.
Bolerko było kilkakrotnie założone, najczęściej do zdjęć, ale nie nosi śladów używania.
Sprzedaję je ponieważ nie czuję się już dobrze w ubraniach tego typu.
Opis:
Rozmiar: uniwersalny
Szerokość w najszerszym punkcie: 60 cm
Szerokość ramion: 40-42 cm (trudno prezencyjnie wyznaczyć ramiona)
Długość (mierzona na plecach i bez białych ozdób): 29 cm
Długość wstawki z guzikami: 15, 5 cm
Długość paska białych falbanek: 4 cm
Długość kołnierza (bez białych falbanek): 4 cm
Stan: bardzo dobry
Cena wywoławcza: 100 zł
Real Photo!
Na sprzedaż mini kapelusik w stylu gothic lolita, ale doskonały też dla osób lubiących styl harajuku, emo, sweet, steampunk, retro, vintage oraz rockabilly lub jako oryginalny dodatek do stroju.
Wykonany z czarnego materiału ozdobiony jest koronką, piórkami, wstążkami oraz siateczką. Do umocowania go na głowie służą dwie spineczki oraz cienka gumka. Z takim zabezpieczeniem nie zsuwa się z głowy.
Posiada metkę firmy Gothic Lolita & Punk.
Kapelusik był kilkakrotnie założony, ale nie nosi śladów używania.
Sprzedaję go ponieważ nie czuję się już dobrze w ubraniach typu gothic lolita.
Z kapelusika delikatnie usunęłam ozdobny krzyż z koralikami. Ślad po nim można zobaczyć w duży zbliżeniu, na życzenie Kupującego krzyż mogę przykleić na nowo lub wysłać osobno wraz z kapelusikiem.
Opis:
Rozmiar: uniwersalny
Szerokość 18, 5 cm
Wysokość: ok 6,5 cm
Szerokość ronda: 3 cm
Stan: bardzo dobry
Cena wywoławcza: 25 zł
Real Photo!
Wykonany z czarnego materiału ozdobiony jest koronką, piórkami, wstążkami oraz siateczką. Do umocowania go na głowie służą dwie spineczki oraz cienka gumka. Z takim zabezpieczeniem nie zsuwa się z głowy.
Posiada metkę firmy Gothic Lolita & Punk.
Kapelusik był kilkakrotnie założony, ale nie nosi śladów używania.
Sprzedaję go ponieważ nie czuję się już dobrze w ubraniach typu gothic lolita.
Z kapelusika delikatnie usunęłam ozdobny krzyż z koralikami. Ślad po nim można zobaczyć w duży zbliżeniu, na życzenie Kupującego krzyż mogę przykleić na nowo lub wysłać osobno wraz z kapelusikiem.
Opis:
Rozmiar: uniwersalny
Szerokość 18, 5 cm
Wysokość: ok 6,5 cm
Szerokość ronda: 3 cm
Stan: bardzo dobry
Cena wywoławcza: 25 zł
Real Photo!
Na sprzedaż czarne, błyszczące buty firmy Prima Moda z kolekcji Vera Pelle. Czółenka są bardzo dobrej jakości, wykonane ze skóry przygotowanej tak by przypominała wzór wężowej skóry. Podeszwa zrobiona jest z syntetyku.
Kupione jesienią 2011 buty były kilkakrotnie założone, ale obcas okazał się za wysoki dla nieprzyzwyczajonej osoby i dlatego je sprzedaję. Na zdjęciach widać niewielki stopień wytarcia podeszwy i fleków.
Stan: bardzo dobry
Opis:
Rozmiar: 37
Długość wewnętrznej wkładki: 24 cm
Wysokość obcasa: 10 cm
Szerokość obcasa w najszerszym miejscu: 2,5 cm
Kupione jesienią 2011 buty były kilkakrotnie założone, ale obcas okazał się za wysoki dla nieprzyzwyczajonej osoby i dlatego je sprzedaję. Na zdjęciach widać niewielki stopień wytarcia podeszwy i fleków.
Stan: bardzo dobry
Opis:
Rozmiar: 37
Długość wewnętrznej wkładki: 24 cm
Wysokość obcasa: 10 cm
Szerokość obcasa w najszerszym miejscu: 2,5 cm
Ingebjorga:
Znalazłam Twojego zwierzęcego odpowiednika. Ta sowa robi minę dokładnie taką jak Ty! i1.kwejk.pl/(…)108176-nie-zastraszysz-mnie.gif…
sparklingwater.pinger.pl/m/4644438/konkurs-gazowanej
Co wiem o Korei Południowej?
- mają fantastyczny kanał anglojęzyczny Arirang (nazwa piosenki ludowej), który swego czasu uwielbiałam oglądać przy śniadaniu,
- mają również konflikt z Japonią o przynależność terytorialną kilku wysepek oraz o zbrodnie popełnione przez japońskich żołnierzy na koreańskiej ludności,
- potrawą narodową jest kimchi, czyli rodzaj kwaszonej kapusty,
- i przepiękny strój tradycyjny - jeogori,
- organizują i wygrywają mistrzostwa świata w grach komputerowych np. w CS,
- ogólnie bardzo wysoki czynnik komputeryzacji,
- Bardzo dużo kobiet, pomimo dobrego wykształcenia, nie pracuje- ze względu na opiekę nad dzieci oraz betonowy sufit,
- "piekło egzaminacyjne" w ich systemie edukacji,
- czas spędzony w brzuchu matki zaliczają do wieku danej osoby,
- ich kraj posiada niewiele surowców naturalnych, dlatego postawili na rozwój technologii, czasem mówi się, że bogactwem naturalnym Korei jest młodzież.
- jest koreański jest językiem izolowanym, (czyli nie przypomina niczego na świecie) oraz aglutynacyjnym, (czyli dodaje się dużo końcówek jak np. w fińskim).
Innymi słowy, same ciekawostki.
-
sparkling water: oo wow :) wszystko prawda :) a pieklo egzaminacyjne.. fakt. Koszmar z tym jest! Witam w Konkursie :)
-
panna_kotta: nie, żebym się mądrzyła, ale przykładem języka izolacyjnego jest do pewnego stopnia np. angielski :) Poza tym faktycznie bardzo ciekawe to wszystko. Nie wiedziałam.
Ingebjorga:
Słuchaj no! Wyskakuj z folku! Bo jak nie, to Ci sprzedam kosę. Chce wiejskie baby śpiewające o tym jak Kaśka z Jasienkiem i o tym jak im smutno, gdy pracowały w polu.
Mam tylko "Kurpie, puszcza zielonka" a chce więcej! Chcesz to w ryj?! No!
Mam tylko "Kurpie, puszcza zielonka" a chce więcej! Chcesz to w ryj?! No!
-
omacek: muszę tego poszukać. nie wiem gdzie posiałem te płyty z tym rdzennym tradycyjnym babcinym fałszowaniem. może uda mi się jakoś w końcu dostać te nagrania z kujawskiego wyjazdu etnomuzykologicznego. sam z chęcią bym usłyszał Madeja w oryginale. i cośtam może się znajdzie z jakichś bzdur ludowością inspirowanych.
-
omacek: kimże jest ta świnucha i co takiego do lubienia jest w tym poście?








-
__Kicia__:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›